Historia #1

Historia #1

Przeszłam wielkie rozczarowanie tym macierzyństwem, o którym czyta się w internecie i o którym mówiły koleżanki doświadczone już mamy. Ogromna odpowiedzialność za tego małego człowieka, który cały czas płacze a ja nie mam pojęcia dlaczego plus fizyczne zmęczenie po porodzie ( pomimo ze poród na prawdę miałam ok bez nacinanego krocza itd….) i brak możliwości regeneracji, bo noce ciężkie i mocno nieprzespane… taka bezsilność, codziennie rano wstawałam z myślą, że już nie dam rady. Pomoc otrzymywałam jedynie ze strony męża, bo nasi rodzice są daleko. Doszły problemy z laktacja, zapalenie, antybiotyk, kolejne zapalenie, pogryziony sutek, a nawet ropień, ogromny ból przy karmieniu, non stop wizyty na cito u lekarzy i usg piersi. Dodatkowo przygniotło mnie zabranie tej niezależności która wcześniej miałam, swobody życia ….tylko córka która nie schodziła z rąk i uspokajała się jedynie przy piersi. Mnóstwo rad ze wszystkich stron, że ona tak płacze bo na pewno robię coś źle… Przejdź na butelkę, nie jedz tego i tamtego, daj krople takie i takie…non stop coś. Pomimo ze mieliśmy catering dietetyczny i panią od sprzątania, wiec obowiązki domowe mi odeszły, to ilość obowiązków przy dziecku i czas jemu poświęcany – po prostu mnie przygniótł. Byłam niesamowicie rozdrażniona i płaczliwa, nie dałam rady zasnąć jak już córka spała. Przy kolejnym zapaleniu trafiłam na położna która zaczęłam mnie podpytywać, czy znam termin highneed baby i ze Emilka prawdopodobnie jest takim dzieckiem, zaopiekowała się mną psychicznie, rozpłakałam się na tej wizycie, powiedziałam że już nie dam rady, przerasta mnie to i ta położna jako pierwsza zasugerowała depresje poporodową, oczywiście którą ja negowałam w swojej głowie… Trafiłam po kilku tygodniach do psychologa – ten skierował mnie do psychiatry. No i pada diagnoza: typowa depresja poporodowa. Leki, które dostałam można przyjmować karmiąc, zaczęłam więc brać, a po dwóch tygodniach: cud!
Zaczęłam być spokojniejsza, mniej płaczliwa, z większa chęcią do życia i uwaga –  Emilka także zrobiła się spokojniejsza, troszkę lepiej spała ( ja również ) i skończyły się problemy z piersiami. Dodam tylko, że mocno to wpłynęło tez na małżeństwo, mnóstwo kłótni (głównie wywołanych przez mnie) i bezradny mąż, który nie wiedział jak mi pomoc.
Także ja potrzebowałam czasu i pomocy specjalistów żeby pokochać swoją córkę i żeby zaakceptować macierzyństwo.

 

***

Opublikowane historie to subiektywne, prawdziwe odczucia matek. Nie oceniamy i nie pouczamy, co mogły zrobić lepiej.
W trosce o zdrowie kobiet, które anonimowo zgodziły się podzielić swoimi doświadczeniami, komentarze z „dobrymi radami” lub „krytyka” – będą usuwane.
Historie te maja na celu pomóc innym mamom o zbliżonych doświadczeniach odnaleźć się w podobnych sytuacjach, nie służą natomiast do oceny przez inne matki.